T-90

 

A to inne linki o w/w aparacie:

Jezeli kogos interesuje ten aparat to zaprasza do do mojego opisu.
http://www.bci.krakow.pl/magic/rsoszka/T90/index.htm
Pozdrawiam Romek

oraz : http://www.mir.com.my/rb/photography/hardwares/classics/canont90/index.htm

warto tez zajrzec na : http://admiral.bptnet.pl/~waldek/canon/t90/t90.html
 

CANON T90 (na podstawie art.Jarosława  Brzezińskiego z pisma FOTO • KURIER Nr 1/94)

PIĘKNY I BESTIA

Narodziny gwiazdy

Od początku lat 70-tych, kiedy to Canon po-
stanowił pokazać światu, że Nikon nie ma
monopolu na lustrzanki profesjonalne i wy-
produkował oryginalnego F-l, firma wypuści-
ła 4 serie aparatów.

Pierwsza, otaczająca właśnie P-l, to takie klasyczne rozwiązania,
jak na przykład EF, FTQL czy FTb. Później, w drugiej połowie lat
70-tych, przyszła seria A (AE-1, AE-1P, AV-1, AL-1, A-l).
Na początku lat osiemdziesiątych Canon zastąpił stale obecnego
F-l przez F-1N, a następnie rozpoczął produkcję serii T (T50,
T70, T80 i 190), po których nastąpiła eksplozja serii EOS. Obraz,
jaki przychodzi mi na myśl patrząc na serie aparatów najważniej-
szych firm, to okręty na morzu. Każda firma produkująca aparat
profesjonalny, "okręt flagowy", robi również aparat nieco lżejszy
i o bardziej amatorskim profilu, który ma mu towarzyszyć (np. Ni-
kon F4 i F-801s). Towarzyszem Canona F-l był EF, a później,
A-l, którym (wbrew temu co myślano i w samej firmie, i poza nią)
ze względu na ogromne - jak na tamte czasy - opieranie się na ele-
ktronice, posługiwało się sporo zawodowców. A-l zabierano czę-
sto jako drugie "body" z F-1N. Później pojawiła się seria T, ale ża-
den należący do niej aparat nie był w stanie zastąpić A-l aż do
chwili, gdy wypuszczono ostatni model tej serii, najlepszy i w ogóle
jeden z najciekawszych w historii firmy Canon oraz jeden z naj-
bardziej znaczących dla rozwoju kształtu aparatu oraz elektroniza-
cji funkcji sprzętu - T90.

Pomyślany dla ambitnych amatorów podbił wielu zawodowców
i część z nich przestała w ogóle zabierać na niektóre zlecenia F-
1N. Nietrudno zrozumieć dlaczego. T90 dawał 4 f klatki na se-
kundę będąc dużo lżejszym od F-1N z motorem, świetnie leżał w
ręku, miał ogromną rozpiętość czasów otwarcia migawki, czasy
połówkowe, świetny czas synchronizacji lampy błyskowej i nie-
zwykłe możliwości w połączeniu z lampą 300TL, szerokie moż-
liwości precyzyjnego pomiaru światła i można tak bez końca. A
poza tym część zawodowców uznała, że jest na tyle niezawodny, że
nie potrzebuje "wsparcia" innego, bardziej mechanicznego apara-
tu.

Ciało i krew

Kształt T90 zawsze robi na mnie wrażenie - włoski projektant
Colani, jak na Włocha przystało, stworzył mu piękne ciało, to zna-
czy korpus. Ergonomiczny, opływowy kształt jakby wyrafinowanej
nuty na partyturze. T90 leży idealnie w dłoni, a palce naturalnie
trafiają na większość przycisków. Dotyczy to osób o dużych i prze-
ciętnych dłoniach, dla których Ołympus wydaje się nieco za mały;

ludzie o małych dłoniach mogą uznać, że trudno im utrzymać T90.
Ponadto nie jest to aparat lekki (800 gram). Pamiętajmy, że tkwią
w nim trzy silniki - rozwiązanie to zdaniem Canona jest energo-
oszczędne i podnosi sprawność poszczególnych operacji. Są to od-
 

rębne silniki do naciągu: l. filmu, 2. lustra i migawki oraz 3. zwija-
nia powrotnego).

Ponadto w dolnej części aparatu znajduje się pojemnik na bate-
rie zasilające wszystkie funkcje aparatu: cztery paluszki (baterie
R6) lub akumulatory. Jest to atrakcyjna cecha: paluszki są tanie,
a jeśli zainwestuje się raz w dobre akumulatory (Varta lub Pana-
sonic są niezłe) i ładowarkę, ma się spokój na parę lat z pakowa-
niem pieniędzy w zasilanie aparatu. Pamiętajmy o tym, jeśli robi-
my dużo zdjęć. Ktoś, kto używa aparatu parę razy w roku może
być całkiem szczęśliwy z litowymi bateriami 6-woltowymi, które są
drogie i nie tak powszechnie dostępne. Ale, gdy robi się zdjęcia
często, baterie stają się bardzo kosztownym elementem zabawy.
Długie ekspozycje robione na B również zużywają prąd w prawie
wszystkich nowoczesnych lustrzankach.

Przyciski i pokrętło T90 leżą pod palcami. Jeśli chodzi o prawą
dłoń, palec wskazujący naturalnie trafia na spust migawki, przy-
cisk do dokonywania pomiaru wielopunktowego i pokrętło wpro-
wadzania danych, natomiast kciuk na przyciski na górze i z tyłu
aparatu - korygowania ekspozycji na światła i cienie przy pomiarze
punktowym oraz pomiaru światła. Ten ostatni pozwala uniknąć
przypadkowego zrobienia zdjęcia, co zdarza się czasem przy mie-
rzeniu światła przez wciśnięcie do połowy spustu migawki. Sprzyja
temu w T90 konieczność trzymania przez cały czas wciśniętego
spustu migawki, by zmierzyć światło. Zasada ta nie obowiązuje tyl-
ko w trybie pomiaru wielopunktowego. Lewa dłoń może poruszać
się między tyłem i przodem aparatu. Z przodu nastawiamy nią
ostrość i dźwignią przymykamy przysłonę do wartości roboczej,
w celu sprawdzenia głębi ostrości i pomiaru światła przy tej przy-
słonie. Dźwignia ta znajduje się na lewo od obiektywu, patrząc od
strony użytkownika.

Natomiast na lewo od pryzmatu z tyłu aparatu palcem wskazują-
cym lewej ręki możemy uruchamiać przyciski sterujące różnymi
funkcjami, podczas gdy prawą ręką zmieniamy wartości przy uży-
ciu pokrętła wprowadzania danych. Na górze znajdują się przy-
ciski zmiany trybu pracy oraz sposobu dokonywania pomiaru. Ich
równoczesne naciśnięcie pozwala na ekspozycję wielokrotną. Z ty-
łu aparatu są przyciski: włączenia aparatu, ręcznego wprowadza-
nia czułości filmu oraz korekty ekspozycji. Równoczesne przyciś-
nięcie tych dwóch ostatnich uruchamia funkcję Safety Shift, czy-
li zawór bezpieczeństwa.

Przyciski, które znajdują się bezpośrednio pod prawą dłonią w
kieszeni zamkniętej klapką to te, które Canon uznał za rzadziej
używane: wyłączanie diod w wizjerze (rozwiązanie przejęte z Ca-
nona A-l) lub podświetlanie wyświetlacza ciekłokrystalicznego na
zewnątrz i w celowniku, sprawdzanie stanu baterii, zwijanie po-
wrotne przed dojściem do ostatniej klatki, zmiana trybu pracy mo-
toru oraz uruchamianie samowyzwalacza. Canon T90 był pier-
wszym aparatem z takim rozwiązaniem (obecnie stosuje się je
w aparacie EOS l, a wydaje się, że w pewnym sensie przejęła je
Minolta w lustrzankach serii Dynax xi). O ile mogę się zgodzić, że
część z tych funkcji jest rzadko używana, to zmiana prędkości
przesuwu filmu oraz przejście na tryb pracy samowyzwalacza wy-
dają mi dość podstawowe i ukrywanie ich, pewnie po to, by nie za-
śmiecać przyciskami zewnętrza aparatu, wygląda na zabieg trochę
kosmetyczny.

Ale trzeba powiedzieć, że otwieranie klapki nie jest specjalnie
uciążliwe ..., póki nie przyjdzie zima. Otwiera się ją dzięki niewiel-
kiemu wcięciu i w grubych rękawicach nie da się tego zrobić. Rada
- ryzykować odmrożenie ręki i zdjąć rękawicę lub przykleić kawa-
łek taśmy klejącej do klapki tworząc rodzaj uchwytu, za który po-
ciągamy otwierając ją. Proste? Pewnie i dlatego genialne. Ale trze-
ba powiedzieć, że jest to niedopracowany element konstrukcji
aparatu. To samo dotyczy przycisków umieszczonych w samej kie-
szeni: są za małe i gruba rękawiczka uniemożliwia zmianę funkcji
tak podstawowej w aparacie z szybkim silnikiem, jak zmiana trybu
lub szybkości jego pracy. Natomiast pokrętło i przyciski na zew-
nątrz aparatu w zasadzie dają się uruchamiać nawet przez rękawi-
cę.

Siła napędowa

T90 nie pracuje specjalnie cicho i na pewno osobie znającej mo-
dele EOS 5 (A2E w USA), 100 (ELAN) czy 1000 FN (REBEL S)
wydaje się szokująco głośny. Ale cały ten hałas brzmi pewnie. Sły-
chać, że aparat pracuje. Przesuw filmu odbywa się albo pojedyn-
czymi klatkami albo w sposób ciągły, z wybieraną przez użytkow-
nika prędkością 2 lub 4,5 klatki na sekundę, przy użyciu wbudowa-
nego motoru, bez żadnych dodatkowych urządzeń (Power Drive
Booster E w przypadku EOSa l oraz innego pojemnika na baterię

w przypadku Nikona F4 robiącego z niego wersję F4S). Co cieka-
we - hatas przesuwu filmu jest największy w trybie pracy ciągłej
z prędkością 2 klatek na sekundę (głośniejszy niż przy 4,5 klatki)
oraz przy długich czasach naświetlania, gdy ekspozycja kończy się
przewinięciem do następnej klatki. Może jest to złudzenie spowo-
dowane tym, że odgłosy różnych operacji (naciąganie migawki, jej
otwieranie i zamykanie oraz przewijanie filmu) zlewają się przy
bardzo szybkim przesuwie filmu w monotonny i mniej drażniący
hałas. Ale może trzeba szukać przyczyny w konstrukcji. Otóż przy
4,5 klatki na sekundę motor naciągający migawkę i film obraca się
zgodnie z ruchem wskazówek zegara, natomiast dla uzyskania
mniejszej prędkości polaryzacja zostaje odwrócona i motor kręci
się w odwrotnym kierunku.

Zwijanie powrotne jest dość hałaśliwe i działa automatycznie,
czy chcesz tego, czy nie, po 36 klatkach, lub gdy skończy się film
(jeżeli jest krótszy niż 36 klatek). Tak, po 36 klatkach; nie można
zrobić 37 czy 38, jak to się udaje w wielu innych aparatach. Po
prostu, gdy licznik odliczy 36 klatek, włącza się automatyczne zwi-
janie powrotne. Jako że ładowanie filmu odbywa się automatycz-
nie po zamknięciu aparatu, nie można zrobić dodatkowej klatki na
początku filmu. Oczywiście niektórzy specjaliści twierdzą, że to
dobrze, bo próba upchnięcia jednej, dwóch lub nawet trzech kla-
tek więcej na filmie 36 klatkowym doprowadza często do zerwania
perforacji lub porysowania filmu. Ponadto (choć problem ten nas
jeszcze nie dotyczy) większość używanych na zachodzie automa-
tów tnących i ramkujących slajdy i tak ramkuje 36 klatek, a resztę
filmu wyrzuca.

I rzecz, która trochę irytuje, jeśli się samemu obrabia materiał
fotograficzny albo zwija nie do końca naświetlone filmy, chcąc je
w przyszłości założyć ponownie do aparatu i skończyć - T90 zwija
film całkowicie do kasety. Lekarstwo? Jest, ale trzeba sporo wpra-
wy w jego stosowaniu - otworzyć tył aparatu, gdy licznik odliczają-
cy od końca przy zwijaniu powrotnym dojdzie do zera. Aparat
przestaje wtedy zwijać. Jest to sztuczka, nad którą trzeba popraco-
wać. Kolejna niedoróbka konstrukcyjna. Niektórym modelom se-
rii EOS (np. l, 10S, 630) można kazać pozostawić końcówkę fil-

Odliczanie

Wspaniała rzec,z jeśli chodzi o licznik - są dwa. Jeden na zewnę-
trznym wyświatlaczu ciekłokrystalicznym, liczący od początku
i drugi z prawej strony wizjera liczący od końca. Przez większość
czasu podaje on tylko przybliżoną liczbę klatek pozostałych do
końca filmu. Ale od dziewiątej klatki do końca liczy dokładnie
i wiadomo, ile jeszcze klatek zostało.

Nieliczne lustrzanki generacji AF dysponują drugim licznikiem
w wizjerze, na przykład EOS l (żywcem wziętym z T90), Nikon F4
czy Minolta 700si, a przecież przy ogromie elektroniki, którą dys-
ponują nowoczesne lustrzanki w ogóle nie powinny mieć miejsca
trudności z odczytaniem z kodu na kasetce informacji o długości
filmu. Informacja ta, jak i dane o rozpiętości tolerancji filmu na
prze- i niedoświetlenie, od lat jest kodowana na kasetkach, a bar-
dzo nieliczne aparaty z nich korzystają (wiadomo, że Pentax Z-l
w jakimś stopniu wykorzystuje dane o rozpiętości tolerancji filmu
do ustalania parametrów ekspozycji).

Ostra głębia

Jak już wspomniałem, z lewej strony (od strony użytkownika), na
przedzie aparatu, u dołu, znajduje się suwak przymykający przy-
słonę do roboczej wartości. Jeśli ktoś potrafi ocenić głębię ostrości
w ten sposób, na pewno ucieszy się z tego, ale radość ta będzie
krótkotrwała - aparat przymyka przysłonę do wartości roboczej
tylko w ręcznym trybie. We wszystkich pozostałych pierścień przy-
słon obiektywu jest w pozycji automat i przysłona przymknięta zo-
staje do najciemniejszej wartości, a wyświetlacze na zewnątrz
i w wizjerku pokazują groźne EEEEE (Error czyli błąd).

Praca

Jako że dane techniczne podane są na końcu, nie będę ich po-
wtarzał wyliczając wszystkie możliwe tryby pracy aparatu. Należy
jednakże zwrócić uwagę na kilka rzeczy.

l. Tryb B. Bardzo wygodną rzeczą jest to, że w funkcji B T90 od-
licza na zewnętrznym wyświetlaczu ciekłokrystalicznym sekundy
po 30 aż do 120. A ponieważ wyświetlacz można podświetlić we-
wnętrzną żaróweczką, tak że widać go w nocy, jeśli wybrany przez
nas czas mieści się w granicach owych 120 sekund, nie potrzebuje-
 

my zegarka - wystarczy patrzeć na wyświetlacz i w odpowiedniej
chwili zamknąć migawkę.

2. Wężyk spustowy. Jak nieomal wszystkie współczesne aparaty
sterowane elektronicznie T90 wymaga specjalnego elektroniczne-
go wężyka spustowego (Remote Switch 60 T3). Jest on dość drogi,
a ponadto trudny do kupienia w Polsce. Ma blokadę. Spośród obe-
cnych producentów lustrzanek małoobrazkowych z automatycz-
nym nastawianiem ostrości bodajże tylko firma Nikon pomyślała
o tym, że nie każdy ma ochotę wydawać jeszcze kilkadziesiąt dola-
rów na wężyk spustowy. Dlatego dwa modele, F-601 i F4S, mają
wyjście na zwykły, stary, dobry, mechaniczny wężyk spustowy.

3. Lustro. Drobiazg, który dla niektórych osób może okazać się
istotny. Mimo, że lustro w T90, jak w większości współczesnych
aparatów, ma znakomitą amortyzację, jego uderzenie przed sa-
mym otwarciem migawki może wywołać niewielkie wibracje.
Szczególnie zdarzyć się to może przy robieniu zdjęć ze statywu
długim teleobiektywem czy przy makrofotografii i dlatego przyda-
je się wtedy taka funkcja, jak możliwość zablokowania lustra
w górnej pozycji przed dokonaniem naświetlenia. Spośród obecnie
produkowanych modeli funkcję taką mają na przykład aparaty fir-
my Leica, Contax RTSIII, Nikony F4 i F3 oraz Pentax LX. Najno-
wsze aparaty serii Canon EOS, np. 5, mają pewien jej substytut -
można im kazać podnieść lustro na dwie sekundy przed otwarciem
migawki przy korzystaniu z samowyzwalacza. Warto więc wiedzieć,
że T90 takiej możliwości nie posiada. Mię ma nawet innej funkcji,
która w wielu starszych typach aparatów doskonale tamtą zastępo-
wała - przy użyciu samowyzwalacza lustro podnosiło się na samym
początku jego ruchu, czyli przez około 10 sekund opóźnienia
samowyzwalacza wibracje mogły się uspokoić. Z obecnie produko-
wanych modeli robi to na przykład Nikon FM2.

4. Ręczny tryb pracy. T90 dysponuje trybem ręcznej ekspozycji,
ale ma on kilka odmian i cala sprawa jest nieco skomplikowana.
Wynika to częściowo z faktu, że T90 to w pewnym sensie konstru-
kcja przejściowa i, patrząc teraz z perspektywy lat, wydaję się być
skrzyżowaniem A-l z EOS-em l. Na pewno stał się punktem wyj-
ścia dla serii EOS (kształt, pewne rozwiązania) - EOS l wyrasta
z koncepcji Canona T90. To, co jest przejściowe i, moim zdaniem,
nieco wątpliwe, to sprawa przysłon. Otóż wszystkie tryby pracy
aparatu z wyjątkiem B oraz manuału odbywają się przy pierścieniu
przysłon ustawionym w pozycji A (nawet automatyka czasów).
Stąd też bierze się pewna dwoistość - przysłony raz nastawiane są
mechanicznie na pierścieniu (B, manuał), raz ich wartości wpro-
wadzane są elektronicznie poprzez pokrętło wprowadzania danych
(automatyka czasów).

I tu ujawnia się wada tego systemu - wszystko jest w porządku,
dopóki stosujemy sterowanie automatyczne (programy, dwa tryby
automatyki, automatykę TTL z fleszem). Kiedy jednak zachce
nam się przesunąć pierścień na obiektywie poza pozycję A, zaczy-
nają się niedogodności. T90, jak wszystkie Canony z wyjątkiem F-
1, nie ma optycznego podglądu wartości ręcznie nastawianych
przysłon. Mogę w nim nastawić tryb automatyki czasów lub przy-
słon przy nastawieniu przysłony bezpośrednio na obiektywie i,
chociaż przypomina mi o tym dioda M w wizjerku, ani trochę nie
wiem, czy ustawiłem właściwą przysłonę: wartości pokazywane w
wizjerku to te, które rekomenduje automatyka aparatu. A zatem
i tak trzeba spojrzeć na pierścień przysłon, żeby nastawić odpo-
wiednią wartość. Trudno powiedzieć, by praca w tym trybie była
szybka. Natomiast, gdy pracujemy przy przysłonie roboczej (trze-
ba przesunąć dźwignię z lewej • od strony użytkownika • strony
aparatu, by przymknąć przysłonę, a na wyświetlaczu na zewnątrz
aparatu pokaże się symbol przymkniętej przysłony) T90 oferuje
masę możliwości. Jest to niewielkim pocieszeniem dla kogoś, kto
chciałby pracować szybko w trybie manualnym przy otwartej przy-
słonie.

Natomiast jeśli pracuje się powoli (makrofotografia lub obiekty-
wy z gwintem M42 poprzez adapter) T90 traci niewiele swoich
normalnych możliwości. (Pamiętajmy, co się dzieje z np. Canonem
EOS po założeniu jakiegokolwiek adaptera - tracimy prawie wszy-
stko). Przy przysłonie roboczej T90 zachowuje automatykę cza-
sów, w trybie ręcznym pokazuje w wizjerze, zarówno kiedy na-
świetlenie będzie poprawne, jak i to, na ile wartość nastawiona od-
biega od zalecanej przez system automatycznej ekspozycji. Ponad-
to zachowane zostają wszystkie trzy rodzaje pomiaru światła.

5. Wielopunttowy pomiar światła System automatycznego
uśredniania do ośmiu pomiarów punktowych do złudzenia przypo-
mina rozwiązanie zastosowane w Ołympusie OM-4. Są to jak do-
tąd jedyne dwa aparaty produkowane masowo mające stand-
ardowo wbudowany system uśredniania wielu pomiarów punkto-
wych (o ile pamiętam np. Minolta 9000 miata tę funkcję wbudo-
waną w dokupowaną osobno tylną ściankę). Granica ośmiu po-
miarów jest z pewnością podyktowana pojemnością pamięci mi-
kroprocesorów. Jest to przeważnie za dużo, ale w skomplikowa-
nych sytuacjach świetlnych możliwość uśrednienia dwu do trzech
pomiarów znakomicie ułatwia ustalenie ekspozycji. Oczywiście
pod warunkiem, że człowiek na tyle zna się na fotografii, by wie-
dzieć co mierzyć.

Natomiast zasadnicza różnica między OM-4 a T90 występuje
w zakresie dokonywania korekcji pomiarów punktowych lub wie-
lopunktowych na światła lub cienie. Trzeba pamiętać, że w oby-
dwu przypadkach należy się nieco znać na kwestii pomiaru światła,
a najlepiej poczytać sobie o systemie strefowym w "Żonę System"
Ansela Adamsa. W OM-4 i OM-4Ti dwa przyciski o oznaczeniach
"Highlight" (światło) i "Shadow" (cień) dają stałą, określoną
przez producenta wartość korekcji ("Highlight" ==+2,7; "Sha-
dow"=-2,7 stopnia czasu otwarcia migawki, jako że OM-4 dyspo-
nuje automatyką czasów, w której posługujemy siew tym aparacie
korekcją). Jest to w porządku, jeśli mierzy się odpowiednio "wyso-
kie światło" i "głęboki cień" - bo one wymagają takiej korekcji.
Przy światach lub cieniach o średnich wartościach będzie ona za
mocna. W T90 można przyciskami "Highlight" i "Shadow" doko-
nywać korekty dowolnej, co pół stopnia (przysłony - w trybie TV,
czasu otwarcia migawki - w trybie Av, lub wypadkowego - w Pro-
gramach) aż do granic wartości dostępnych czasów otwarcia miga-
wki lub przysłony. A zatem można łatwo korygować ekspozycję
przy pomiarze punktowym. Jednakże w przypadku Canona musi-
my wiedzieć dokładnie, dlaczego daną korekcję wprowadzamy i tu
znajomość Ansela Adamsa jest wręcz nieodzowna. Jest to w oby-
 
 

dwu przypadkach - choć za każdym razem inaczej rowiąza-
ne - ułatwienie dla osób o znacznej wiedzy fotograficznej.

Obecnie nie wprowadza się do aparatów funkcji uśrednia-
nia wielu pomiarów punktowych. Może chodzić o to by, jak
kiedyś powiedział niemiecki przedstawiciel Canona o apra-
cie EOS-1, "mierzyć raz a dobrze". Dlatego system multi-
spot Canona T90 został zastąpiony pomiarem Evaluative
Canonów BOŚ. Jednakże pamięć aparatów jest zbyt obcią-
żona, by "zmieścić" dodatkową funkcję uśredniania kolej-
nych pomiarów punktowych. Świadczy o tym fakt, że T90 w
trybie multi spot (30 sekund od dokonania pierwszego po-
miaru punktowego), uruchamianym osobnym przyciskiem,
nie jest w stanie wykonywać pewnych innych funkcji. Bez
uruchomienia funcji "Clear" (wyczyszczenie pamięci) nie
można wówczas zmienić prędkości przesuwu filmu.

Innym przykładem zubożenia aparatu EOS-1 w stosunku
do swojego pierwowzoru - T90 - jest brak możliwości doko-
nywania pomiaru punktowego przy błysku dedykowanej
lampy błyskowej. Przedstawiciel Canona bronił się, że ze
względu na umieszczenie pod lustrem czujników autofocu-
sa i standardowego sensora pomiaru błysku lampy przez
obiektyw nie było już miejsca na fotoelement do pomiaru
punktowego błysku.
 

6. Flesz 300TL był jak na swoje czasu dość rewolucyjny. Jeśli pa-
mięć mnie nie myli, była to pierwsza masowo produkowana lampa
błyskowa pozwalająca na synchronizcaję z drugą lamelką migawki
i pomiar punktowy błysku światła lampy. Nie należy jednak zapo-
minać o jej wadach, jak również o niedopracowaniach współpracy
z T90, dla którego została specjalnie stworzona. Canon, podobnie
jak Minolta, z powodu natychmiastowego wdrażania różnych no-
winek technicznych doprowadził do postępującej niekompatybil-
ności osprzętu (zamierzonej zresztą - bo to właśnie pozwala stoso-
wać nowinki bez ograniczeń). Lampy firmy Nikon, na przykład,
współpracują z różnymi modelami Nikonów w szerokim zakresie.
300TL daje pomiar światła lampy błyskowej przez obiektyw z T90
i Canonami serii EOS - a zatem istnieje kompatybilność do przo-
du. Ale oczywiście EOSy nie mają pomiaru punktowego do flesza.
Natomiast lampa ta założona do aparatu tej samej serii co T90, na
przykład do kolejnego w hierarchii (logicznie, zważywszy na nu-
merację) T70, daje tylko błysk w trybie manualnym. T70 nie ma
TTL, a 300TL nie ma funkcji "zwykłej" automatyki sensorowej.
Zostaje nam funkcja Mhi i Mio (obie ręczne), a na dodatek na
lampie nie ma skali zależności przysłon od odległości - trzeba no-
sić przy sobie całą instrukcję tub choćby tabelkę.

Jak już wspomniałem niezastąpiony w pewnych sytuacjach po-
miar punktowy przy błysku lampy działa w T90 tylko w połączeniu
z lampą 300TL. Z tego co wiem, spośród aparatów innych firm
funkcję tę realizuje jedynie Contax RTSIII. Jest w nim ona jednak
dużo lepiej rozwiązana, gdyż działa z każdą lampą, włącznie z fle-
szami studyjnymi. A zatem można "przedbłyskiem" sprawdzić i
zapamiętać ekspozycję dla wybranego fragmentu rzeczywistości.

Kolejny problem z 300TL to kompensacja siły błysku. Obecnie
lampy (na przykład moim zdaniem najlepsze z produkowanych se-
ryjnie - Nikon SB-24 i 25) mają kompensację siły błysku w stosun-
ku do światła zastanego w zakresie od +1 do -3 stopni, co pozwala
np. na znakomite doświetlanie cieni przy zdjęciach pod światło.
W 300TL (oczywiście jest to lampa nieco starsza) nie jest to takie
łatwe. Można użyć kompensacji ekspozycji ale to zmieni zarówno
wartość błysku flesza jak i ekspozycję światła zastanego. Jedynie
w trybie pomiaru punktowego błysku lampy w automatyce czasów
można dokonać korekcji błysku względem światła zastanego, ale
odbywa się to kosztem przysłony, a nie tak jak to być powinno - si-
ły błysku lampy.

Jednak należy wreszcie powiedzieć o zaletach samego pomiaru
punktowego błysku lampy - pozwala to na "zapamiętanie" przez
system ekspozycji właściwego naświetlenia dla obiektu położone-
go niecentralnie, przekomponowanie i zrobienie zdjęcia dającego
prawidłowe naświetlenie tegoż obiektu (szczególnie ważne przy
zdjęciach np. postaci umieszczonej niecentralnie na czarnym lub
białym tle). Odbywa się to dzięki "przedbiyskowi" (1/20 pełnej siły
błysku). Ponadto mówi nam to, czy wybraną przez nas przysłona
jest wystarczająca dla właściwego naświetlenia wybranego obiektu.
Wartość przysłony i czasu podana jest w wizjerze, a względna war-
tość ekspozycji umieszczona na analogowej skali z lewej strony wi-
zjera, która normalnie służy do dokonywania pomiarów punkto-
wych i wielopunktowych.

Przedbłysk, o którym była mowa, służy też do czegoś innego. Za-
cznijmy od tego, że lampa 300TL ma błysk podczerwieni, który
 
 

kojarzy nam się z aparatami generacji autofocus. Ale Canon już
dawno wymyślił system używania przedbtysku na podczerwień dla
zmierzenia odległości od obiektu i ustalenia wstępnych warunków
ekspozycji oraz sprawdzenia, czy obiekt znajduje się w zasięgu
działania lampy. Wszystko jest w porządku dopóki błyskamy na
wprost. Gdy jednakże odchylamy (na boki, w górę) reflektor lam-
py, pomiar odległości byłby fałszywy. Wtedy właśnie, również
w trybie zwykłej automatyki flesza TTL, reflektor lampy błyska
1/20 pełnej mocy i sensor lampy mierzy odległość, jaką strumień
światła będzie musiał przebyć do obiektu. Ustalanie wstępne wa-
runków ekspozycji to dobra rzecz, jednakże - z drugiej strony -
w pewnych trybach pracy 300TL z T90 do końca nie wiem jakiej
przysłony aparat użyje, bo ostateczna kalkulacja zostanie dokona-
na w trakcie ekspozycji.

Kolejną niedoróbką układu T90 - 300TL jest to, że nie można
użyć funkcji TTL flesza przy całkowicie ręcznym nastawieniu za-
równo czasu otwarcia migawki, jak i przysłony w aparacie. T90 ma
synchronizację przy długich czasach otwarcia migawki, ale tylko
w trybach automatycznych, gdzie obie wartości, albo przynajmniej
jedna z nich jest dobierana przez automatykę aparatu. Nie można
obydwu wartości zastawić ręcznie, bo wymaga to nastawienia cza-
su pokrętłem na korpusie a przysłony ręcznie na pierścieniu obie-
ktywu. Przy przejściu pierścienia przysłon z pozycji A na ręczne
wartości 300TL przestaje mierzyć światło przez obiektyw. To zno-
wu niedogodność wynikająca z przejściowego charakteru konstru-
kcji T90. Przysłony nastawia się ręcznie tylko przy całkowicie ma-
nualnej pracy lampy.

Inne cechy ważne i mniej ważne

T90 dysponuje możliwością naświetlenia jednej klatki do dzie-
więciu razy. Jest to zazwyczaj liczba aż nadto wystarczająca. Wiele
starych aparatów miało możliwość naświetlenia każdej klatki do-
wolną ilość razy; co zatem zrobić jeśli zachce mi się dokonać wię-
cej niż 9 naświetleń tej samej klatki w T90? Nie ma sprawy - wy-
starczy zaprogramować go na 9 a po zrobieniu 8 przeprogramo-
wać go, na przykład na kolejne 9. W ten sposób można dowolną
ilość razy dokonać ekspozycji tej samej klatki.

Czym jest funkcja Safety Shift, czyli zawór bezpieczeństwa?
W skrócie jest to zabezpieczenie przed nieprawidłowym naświetle-
niem klatki z powodu osiągnięcia końca zakresu dostępnych przy-
słon (w trybie automatyki przysłon - Tv) lub czasów otwarcia mi-
gawki (w trybie automatyki czasów otwarcia migawki - Av). Z dru-
giej strony jest to jeszcze jeden sposób na zwiększenie szybkości
pracy aparatu. Zawór bezpieczeństwa funkcjonuje, ze zrozumia-
łych względów, tylko w trybie automatyki czasów lub przysłon.
Działa w taki sposób, że aparat "trzyma" nastawioną przez foto-
grafującego wartość (czasu lub przysłony) dokąd może - dopóki
nie wyczerpie się zakres dostępnych mu drugich, automatycznie
dobieranych, wartości. Wtedy, zamiast informować o prześwietle-
niu lub niedoświetleniu, jak to robi normalnie, zmienia nastawioną
przez nas wartość na najbliższą, dającą już prawidłowe naświetle-
nie. Contax RTSIII ma taką funkcję w trybie automatyki przysłon.

Canon T90 nie ma odrębnego przycisku pamięci pomiaru, ale
nie znaczy to, że takiej funkcji nie realizuje. Rozwiązanie jest pro-
ste i moim zdaniem sensowne. Pomiar punktowy i centralny są
sprzężone z pamięcią pomiaru i jak długo trzymamy spust wciśnię-
ty, tak długo pomiar jest zablokowany i możemy przekomponować
obraz w wizjerze. Sygnalizuje to czerwona gwiazdka.

Informacje w wizjerze obejmują pokazywane diodami pod polem
matówki: wartość przysłony i czasu otwracia migawki, tryb pracy

(ale tylko to czy jest to tryb ręczny, czy automatyczny; nie pokazy-
wany jest rodzaj trybu automatycznego), pamięć pomiaru, goto-
wość flesza i to, czy używana jest korekcja ekspozycji. Ponadto
z prawej strony znajdują się wyświetlacze krystaliczne: skala do
pomiarów punktowych i wielópunktowych, pomiaru ręcznego przy
przysłonie roboczej oraz licznik klatek działający od tyłu. Zarówno
wyświetlacz zewnętrzny jak i skalę wewnętrzną (normalnie ilumi-
nowaną światłem wpadającym przez specjalne okienko) można
podświetlić wbudowaną miniaturową żarówką. Diody w wizjerze
można wyłączyć.

Canon zastosował w serii T (dotyczy to T70,80 i 90) wbudowaną
w pryzmat baterię litową (CR1220) zasilająca pamięć, gdy główne
baterie są wyjęte do wymiany lub ładowania. Jej gwarantowany
okres trwałości wynosi 5 lat, ale działa ona zazwyczaj dłużej. Gdy
zaczyna się wyczerpywać, czułość 100 ASA zaczyna migać i nie
wolno jej zmienić - jeśli się to zrobi, trzeba po założeniu nowej ba-
terii na nowo zaprogramować aparat. Pytanie brzmi: czy nie moż-
na było tego zrobić prościej, jak to jest w tylu innych aparatach,
które obywają się bez dodatkowego zasilania pamięci? Dodajmy,
że identyczne rozwiązanie ma EOS-1.

Przy intensywnej eksploatacji wychodziło na jaw, że niektóre eg-
zemplarze, szczególnie z wczesnych serii, były wadliwe. Najczęściej
psuł się mechanizm naciągu filmu. Aparat jest bardzo złożony, ma
mnóstwo elektroniki i nie należy próbować naprawiać go samemu
lub zlecać mechanikowi wyuczonemu na starych, prostych apara-
tach mechanicznych lub nawet wczesnych elektronicznych. W wie-
lu przypadkach gdy coś się zepsuje, na wyświetlaczu T90 pojawia
się słowo HELP. Ktoś, kto nie zna T90 od podszewki będzie mu-
siał sporo pogrzebać, by znaleźć powód takiego komunikatu; może
on sygnalizować wiele różnych ustrerek.

Swingujące ceny

Czy przyjrzenie się cenom aparatu może nam coś powiedzieć o
jego statusie? Z pewnością tak. Zanim spojrzymy na przekrój cen
T90 na przestrzeni 7 lat, spróbujmy zrozumieć czym ten aparat się
stał. Sprzętem kultowym, oferującym niezrównaną ergonomię
oraz wiele cech nieobecnych w późniejszych modelach, w dużej
mierze niezawodnym i, co bardzo ważne, reprezentującym odcho-
dzącą generację Canonów z bagnetem FD, do których mnóstwo
zawodowców miało komplety obiektywów. Gdy pojawia się wiado-
mość o zaprzestaniu produkcji takiego aparatu zawodowcy i boga-
tsi amatorzy w USA ruszają do sklepów, by wykupić go "na za-
pas". Sporo osób kupuje po kilka sztuk, by służyły im przez wiele
lat. A to napędza cenę. I dopóki są choćby niewielkie ilości takich
aparatów na składzie, ich cena stale rośnie.

Korzystam tu głównie z cenników zamieszczanych w piśmie PO-
PULAR PHOTOGRAPHY; jest to wybór cen, kiedy to tylko było
możliwe, z tego samego, średnio drogiego, sklepu. T90 kosztował
w roku swojego debiutu amerykańskiego w detalu $ 410
(październik 1986), a następnie: $ 490 (kwiecień 1988), $ 500 (maj
1989), $ 500 (maj 1990), $ 480 (sierpień 1990), $ 465 (marzec

1991), $ 600 (marzec 1992), $ 640 (czerwiec 1992), $ 670 (lipiec

1992), $ 730 (sierpień 1992), $ 750 (listopad 1992), $ 800 (gru-
dzień 1992), $ 800 (styczeń 1993), $ 900 (luty 1993), $ 930 (kwie-
cień 1993), $ 900 (czerwiec 1993), $ 1000 (lipiec 1993), $ 1100
(sierpień 1993), $ 1200 (listopad 1993), $ 1300 (grudzień 1993).

Rzeka nie (dynie pod prąd

W fotografii, tak jak i w innych dziedzinach techniki, dokonuje
się nieustanny postęp - nie można się cofnąć. T90 przestaje być
produkowany ale ogromna ilość egzemplarzy jeszcze długo będzie
krążyć wśród ludzi, dopóki nie zabraknie części zapasowych
i ostatni egzemplarz odmówi posłuszeństwa przenosząc się do
Wielkiego Stwórcy Aparatów. Kres produkcji T90 oznacza
zmierzch ery Canonów z ręcznym nastawianiem ostrości i bagne-
tem typu FD. Na placu boju zostaje tylko również nieustannie
drożejący F-1N. Dlatego jeśli Canon produkuje jeszcze jakieś
obiektywy FD, są to najdroższe modele. T90 był na pewno bardzo
ważnym punktem pewnej linii rozwojowej automatyzacji aparatów
stosując częściowo starsze rozwiązania ale przede wszystkim zapo-
wiadając nowe. Na pewno piękny i na pewno był morderczą bestią
jeśli chodzi o możliwości. Kontrowersyjny, wielbiony przez jed-
nych, określany pogardliwie przez innych jako "ładny aparat do
postawienia na półkę, ale nie do robienia zdjęć". Na pewno szybko
o nim nie zapomnimy.

Jarosław Brzeziński
Str.42 FOTO • KURIER Nr 1/94