EOS 5

 


 
EOS 5 -dane teczniczne zasobnik na "paluszki" do EOS 5 zamiast 2CR5 ! instrukcja do EOS-a 50E po polsku! Canon EF 1,8/50 mm II
EOS 5 -opis funkcji wężyk spustowy elektryczny do aparatu -  za 5 zł Canon EF 4-5,6/75-300 mm IS USM strona główna Canon Polska
Funkcje indywidualne w EOS 5 giełdy i komisy fotograficzne serwisy naprawcze aparatów fotograficznych Canon 4/70-210 mm
aparaty fotograficzne Canon EOS 
OBIEKTYWY CANON ! TESTY OBIEKTYWÓW MTF według TIPA

Inna strona o 5-tce http://eosseries.ifrance.com/eosseries/eos5.htm

strona Waldka http://admiral.bptnet.pl/~waldek/canon/5/5.html

oraz M.Sapińskiego http://chall.ifj.edu.pl/~sapinski/fotosprzet/aparaty/eos5.html
  Góra
Oto powyższy w całej krasie :Canon EOS 5
Oto kilka ciepłych słów  o "piątce" autorstwa kolegi o inicjałach (nn) zaktualizowanych w oparciu o instrukcję:

Wszystko wskazuje na to, że już niedługo legendarna ,,piątka’’ Canona przestanie
istnieć. Canon zapowiedział bowiem pojawienie się następcy tego półprofesjonalnego
modelu, w którym mógłby się wykazać rezultatami swoich badań nad najnowszymi
technologiami sterowania aparatem. Czas to już najwyższy, gdyż EOS-5 w dobie tak
szybkiego starzenia się ,,moralnego’’ sprzętu fotograficznego ma już długą, siwą brodę. Choć ciągle ma wspaniałą kondycję, której może mu pozazdrościć niejeden młodziak.

Canon EOS 5 pojawił się na rynku w  w 1992 roku i był pierwszym aparatem wyposażonym w funkcję sterowania ustawieniem ostrości za pomocą ruchów
gałki ocznej.  Było to realizowane dzięki urządzeniu wbudowanemu w pryzmat, które po skalibrowaniu oka mogło ustalić kierunek w jakim jest ono zwrócone przy patrzeniu przez wizjer.
Obiektyw był ustawiany na ostrość stosownie do kierunku patrzenia, a więc w zależności
od tego na którą z pięciu znajdujących się w wizjerze ramek padł wzrok, aby nie było
wątpliwości wybrana ramka świeciła się na czerwono. Oprócz tego możliwe było też
wybranie aktywnej ramki ręcznie lub... zostawienie decyzji aparatowi.

Ergonomia

EOS 5 niewiele się różni wyglądem od innych automatycznych lustrzanek, zwraca uwagę
duża wbudowana lampa, wysoki świetnie wyprofilowany uchwyt i oszałamiająca z
początku liczba przycisków i pokręteł. Jak się jednak później okazuje ta obfitość wcale nie
przeszkadza w sterowaniu  - i tak palec wskazujący łatwo trafia na spust migawki, główne
pokrętło sterujące i guzik samowyzwalacza podczas gdy kciukiem można obsługiwać
przyciski pamięci pomiaru i wyboru aktywnej ramki autofokusa. Znakomicie umieszczone
jest też tylne koło sterownicze oraz, rzadziej używany, przycisk powrotnego przewijania -
znajduje się on z prawej strony aparatu nad gniazdem zdalnego sterowania i nie wymaga
stosowania szpilki. Lewa ręką nie ma tak łatwo, obok tylnego koła nastawczego znajdują
się aż cztery przyciski sterujące przesuwem filmu, rodzajami AF, naświetlania i funkcjami
dodatkowymi (ISO AEB, redukcja czerwonych oczu, sygnał dźwiękowy, wielokrotna
ekspozycja). Konsekwentnie też w swoich amatorskich modelach Canon umieszcza po
lewej stronie pryzmatu koło sterujące programami naświetlania - chwała mu za to, bo
rozwiązanie jest doskonałe i znacznie upraszcza obsługę oraz oszczędza dodawania
kolejnych przycisków lub dublowania tych które już są. Koło odblokowuje przycisk
pośrodku tarczy, obok koła jest przycisk wyzwalający wbudowaną lampę błyskową. W ten
sposób pozostał nam już tylko do znalezienia zamek tylnej ścianki i umieszczone pod nim
gniazdo zewnętrznej lampy błyskowej, na ściance przedniej mocowanie obiektywu i
światło pomocnicze AF.
Najczęściej używane przyciski są łatwo dostępne, nawet w rękawiczkach, trudno wcisnąć
coś przypadkowo i zmienić ustawienie - najbardziej niebezpieczne pod tym względem
tylne koło ma blokadę. Dobry jest też zewnętrzny wyświetlacz, pokazuje wszystkie
używane w danej chwili funkcje, programy, ustawienia. Niestety nie jest on podświetlany -
to duży minus i utrudnienie. Nie ma natomiast problemu z wyświetlaczem w wizjerze
,,piatki’’, tam dane są widoczne w każdych warunkach. Uważam jednak że jak na aparat
klasy prawie profesjonalnej są one zbyt ubogie, oprócz drabinki i podstawowych
parametrów przydałby się chociaż sposób pomiaru światła, czy potwierdzenie właściwego
naświetlenia lampą błyskową - znacznie usprawniłoby to obsługę. Również sam komfort
widzenia obrazu nie jest za rewelacyjny, trzeba czasem mocno przycisnąć oko do wizjera
aby zobaczyć co się tam kryje po rogach., rozwiązanie to zasługuje na ledwie trzy plus, no
może cztery jak na potrzeby amatora.

Sterowanie

Odbywa się dwustopniowo: program wybiera się odpowiednim przyciskiem, a  ustawienie
zadanego trybu - pokrętłem głównym Przy tej kombinacji łatwo uruchamia się wszelkie
możliwości, bowiem tylko przyciski pamięci pomiaru, funkcyjny i wbudowanej lampy
błyskowej obsługują więcej niż jeden program. Pozostałe pozbawione są tej wady, łatwo
więc przejść od jednego programu do innego lub łączyć je ze sobą, jak na przykład
samowyzwalacz z AEB (różnicę w naświetleniu klatek wybraną pokrętłem głównym
wyświetlają na drabince oba wyświetlacze, można wykonać 3 zdjęcia) lub wielokrotna
ekspozycją (do 9 naświetleń, wyświetlacz zewnętrzny pokazuje ile ich jeszcze zostało).
Znakomicie też współpracują ze sobą oba pokrętła sterujące, zwłaszcza przy programach
naświetlania których na tarczy jest aż jedenaście. Na tak zwany ,,zielony'' (pełna
automatyka) nie mamy żadnego wpływu, w tematycznych (portret, krajobraz, makro, sport)
możemy tylko wybrać tryb automatyczny lub ,,oczny’’ nastawiania AF. Przyznam że nie
używam żadnego z nich, gdyż automatyka programowana znakomicie je zastępuje,
zwłaszcza że istnieją możliwość zmiany przebiegu programu (shift) pokrętłem głównym
lub kompensacji (+/–2EV co 0,5EV) tylnym.
Shift nie działa tylko przy współpracy z lampą błyskową, za to kompensację można
wprowadzić razem z korekcją błysku, co daje duże możliwości wpływania na ostateczny
kształt zdjęcia.
W automatyce przysłony i czasu pokrętło główne wybiera parametry, za to przy ręcznym
ustawianiu działają oba - główne ustawia czas, tylne przysłonę, a drabinka wyświetla
różnicę między naświetleniem wybranym przez nas a uznanym za właściwe przez aparat.
Nie ma drabinki w trybie ,,x'' (synchronizacja z lampą) i tutaj tylne pokrętło wybiera czas.
Innym programem wybieranym na kole jest DEP, czyli automatyczna głębia ostrości.
Wystarczy  wybrać obszar który chcemy mieć ostro odwzorowany i jedną z ramek  ustawić
najpierw na najbliższy, potem na najdalszy jego punkt - za każdym razem wciskając spust
do końca - a o ile to możliwe aparat tak ustawi parametry,  abyśmy tę głębię uzyskali.
Program  CF służy do funkcji indywidualnych o których później, tak samo jak o CAL -
służący do kalibracji oka. Wszystkie aktualnie używane programy oraz ich tryby są
natychmiast wyświetlane na dużym i czytelnym ekraniku zewnętrznym, tak że naprawdę
trudno coś przegapić i zepsuć. A więc rewelacja, niemniej jak zawsze jest też parę
drobnych wątpliwości.
Dosyć kłopotliwe i zajmujące trochę czasu w ,,piątce’’ (nawet dla amatora liczy się
czasem każda sekunda) jest odblokowanie pokrętła wyboru programów naświetlania -
przydałby się oddzielny przycisk lub suwak odłączający zasilanie. Także blokada tylnego
koła wymaga oderwania ręki od uchwytu, a i tak będzie trudno ją przekręcić jeśli akurat
mamy nałożone rękawiczki. Następna sprawa to przycisk pamięci pomiaru - we wszystkich
trybach EOS 5 zapamiętuje parametry na sześć sekund, przydałoby się kasowanie tej
pamięci na przykład ponownym jej wciśnięciem, zwłaszcza że obok znajduje się przycisk
wyboru aktywnej ramki AF i w ferworze fotografowania łatwo się pomylić. W sumie
jednak sterowanie dostępnymi funkcjami jest dobrze pomyślane i szybko można się do
niego przyzwyczaić, wtedy nawet te drobne niedogodności nie przeszkadzają w
fotografowaniu.

Autofokus

Jak wspomniałem na wstępie w ,,piatce’’ zastosowano całkowicie nowe rozwiązanie
ustawiania ostrości. Na matówce w wizjerze zamiast jednej - znajduje się pięć
umieszczonych poziomo obok siebie ramek. Aktywną, czyli tą przy pomocy której  zostanie
ustawiona ostrość, można wybrać ręcznie pokrętłem głównym po wciśnięciu przycisku
wyboru ramki w każdym momencie, nawet wtedy gdy aktywne są dwa pozostałe programy:
automatyczny i wyboru okiem. Aby uruchomić jeden z nich należy pokrętło programowe
ustawić na CAL, po czym głównym wybrać OFF (wybór automatyczny, aparat sam
wybiera ramkę i ustawia ostrość - z reguły na obiekt najbliższy lub najjaśniejszy  punkt).
CAL służy do kalibracji oka, wystarczy nie spuszczając z oka migającej prawej ramki
wciskać jednocześnie spust do końca, po usłyszeniu sygnału powtórzyć to samo z lewą - na
wyświetlaczach pojawia się symbol oka i wówczas - poza ,,zieloną’’ automatyką -
aktywną ramkę wybieramy wzrokiem.
Można przeprowadzić do pięciu kalibracji dla różnych osób lub dla różnych sytuacji
zdjęciowych, mało tego, jeśli nie później niż w pięć sekund po ustawieniu ostrości
mrugniemy okiem w kierunku szóstej ramki znajdującej się w lewym górnym rogu,
spowoduje to przymknięcie przysłony do wartości roboczej. Ta ostatnia funkcja nie działa
po przełączeniu AF z trybu jednorazowego ustawiania (one shot) na śledzenie ostrości (al
servo) - nadal jednak działają pozostałe programy. I tak przy ręcznym lub ,,ocznym’’
wyborze aparat przeostrza tylko na wybraną ramkę, więc jeśli obiekt nam z niej ucieknie
możemy mu pomachać, bo raczej wyjdzie nieostry. Natomiast przy wyborze
automatycznym należy złapać go w środkową ramkę, a wtedy nawet jeśli nam z niej
ucieknie, przejmą drania czujniki boczne i na zdjęciu wyjdzie ostry. Dotyczy to również
sytuacji, gdy wykonujemy zdjęcia seryjne - z tym, że przy przeostrzaniu trzy zdjęcia na
sekundę to maksimum.
Jak widać, cały ten system w EOS 5 świetnie się uzupełnia i znakomicie ze sobą
współpracuje. Należy dodać, że po wyłączeniu dźwiękowego potwierdzenia ustawienia
ostrości i przy użyciu obiektywów serii USM jest też niemal bezgłośny. I idealny, gdy
przychodzi do ustawiania ostrości w tłoku, mieście, lesie, ZOO gdziekolwiek gdzie
wielość planów może zmylić szeroki czujnik. Nie trzeba wtedy przestawiać na ostrzenie
punktowe, zapamiętywać ostrości, przekadrowywać - wystarczy spojrzeć i wcisnąć spust.
Faktem jest jednak, że trzeba nauczyć oko trochę dyscypliny, a także pamiętać (zwłaszcza
przy małych obiektach) że między czujnikami pole jest ,,puste’’ - ale to przychodzi łatwo.
Na pewno jest jakieś opóźnienie uruchamiania AF spowodowane działaniem urządzenia
rozpoznającego położenie gałki ocznej, ale nie bardzo daje się to odczuć podczas
fotografowania. We wszystkich trybach ostrość jest ustawiana szybko i pewnie, układ nie
daje się zmylić koronkowymi zasłonkami, filtrami czy dyfuzorami. Nasadka multiplikująca
dawała się we znaki jeśli obracała się razem z obiektywem przy przeostrzaniu. Natomiast
zupełnie bezradne były czujniki przy powierzchniach zupełnie niekontrastowych - o ile te
były poza zasięgiem lampki wspomagającej (nie wiem jaki jest jej zasięg, nie miałem
okazji wypróbowania jej na odległość większą niż 4-5 metrów). No ale przecież nie
kupuje się aparatu po to, aby fotografować białe ściany czy sadzę w kominie. W ciemności
bez pomocy lampki czujniki radziły sobie z ustawianiem ostrości na obiekty oświetlone
płomieniem pojedynczej świecy (EF 3,5-4,5/28-70 mm i EF 4/70-210 mm, oba Canon)
więc chyba nie jest tak źle (fakt że świeca była w odległości dwóch metrów ale takie mam
warunki mieszkaniowe).
Tak samo na najwyższym poziomie działa w ,,piątce’’ tryb śledzenia ostrością.
Wprawdzie trudno coś powiedzieć o górnej granicy jego możliwości, bo trudno w mieście
o naprawdę szybko jadące samochody, to jednak faktem pozostaje, że przy próbach
żadnego z nich nie wypuścił ze strefy ostrości. Tak samo EOS 5 łapał żużlowców na
wirażach, rowerzystów, dziecko na ślizgawce, czy dziewczynę idącą ulicą. To chyba
wystarczy aby stwierdzić, że cały system nastawiania ostrości w ,,piątce’’ jest zaskakująco
dobrze dopracowany i chętnie dałbym mu najwyższą ocenę. Szkoda jedynie, że brak jest
sterowania okiem przy kadrach pionowych. Warto by też było podłączyć wybór aktywnej
ramki do niezbyt obciążonego pracą koła tylnego lub za jego pomocą jakoś uprościć
przełączanie AF z trybu OFF na sterowanie okiem - na razie za każdym razem trzeba kręcić
tam i z powrotem, ale podobno kto kręci ten ma.

Pomiar światła

Wykorzystuje też pięć ramek w wizjerze i można go ustawić na trzy sposoby:

     pomiar wielopolowy (matrycowy)  - to 16 pół pomiarowych pokrywających
    powierzchnie całej klatki, większość z nich znajduje się w środku wokół ramek,
     integralny - bierze pod uwagę pomiar z całego pola ze szczególnym uwzględnieniem
    środka, nie podano tylko w jakich proporcjach,
     punktowy (spot) - mierzy światło ze środka, na 3,5% powierzchni kadru.

Matryca w EOS 5 to też premierowy wynalazek Canona, po raz pierwszy zastosowano
szesnaście pól i system pomiaru nazwany AIM (Advanced Integrated Multipoint Control).
Miał on za zadanie połączenie pomiaru oświetlenia z AF i tak dobrać parametry
ekspozycji, aby były one optymalne dla właściwego naświetlenia całej sceny, jak też
obiektu na który nastawiliśmy ostrość. To trudne zadanie, ale trzeba przyznać, że znowu
wykonane przez Canona na najwyższym poziomie. Aby się przekonać, że nie jest to tylko
,,bajer’’ wystarczy wybrać jakąś kontrastową scenę i kilka razy ustawić ostrość
korzystając z różnych ramek. Parametry będą różne, gdyż komputer za każdym razem
będzie się starał uzyskać poprawną ekspozycję w miejscu gdzie została ustawiona ostrość
a jednocześnie nie zepsuć całości.  Niespełna rok temu, gdy kupiłem ten aparat, wolałem
jednak w niepewnych sytuacjach używać pomiaru punktowego lub funkcji AEB. Szybko się
bowiem przekonałem, że choć matrycy można zaufać w większości sytuacji, ta pozostała
mniejszość to zdjęcia w których kontrast jest już znaczny i  przez to zostaną lekko
niedoświetlone lub prześwietlone (las, słoneczny dzień, gdy wszędzie jest mnóstwo
słonecznych ,,plam’’ i głębokich cieni itp). Wtedy lepiej użyć pomiaru punktowego  - ale
przy odrobinie doświadczenia wystarczy odpowiednia kompensacja. Za to już
bezpośrednie silne źródło światła w kadrze myli układ tak, że zakres kompensacji
dostępny w ,,piątce’’ może nie wystarczyć.Więc nie ryzykujmy, chociaż na przykład gdy
słońce nie jest już tak bardzo intensywne i chyli się ku zachodowi  - przy użyciu matrycy i
filtru zmiękczającego można otrzymać bardzo nastrojowe zdjęcia.
Pomiar punktowy znakomicie sprawdza się w trudnych sytuacjach, gdy zależy nam na
właściwej ekspozycji konkretnego fragmentu kadru. Może też on posłużyć do zmierzenia
kontrastu danej sceny i w takich też przypadkach go używam. Jest jednak coś co wyróżnia
ten akurat pomiar w EOS 5 spośród stosowanych w innych aparatach - jest to możliwość
zastosowania funkcji CF 15, która przypisuje pomiar punktowy do wybranej w trybie
ręcznym (niestety tylko w trybie ręcznym jest to możliwe) jednej z pięciu ramek AF. To
kolejna, w znakomity sposób wykorzystana możliwość, jaką daje nowe rozwiązanie w
,,piątce’’, a wcale nie ostatnia.
Przy niskim kontraście matryca daje wyniki zbliżone do tych, jakie daje pomiar integralny,
więc tego ostatniego używam rzadko - wtedy gdy muszę, czyli przy fotografowaniu z
obiektywami manualnymi (mam ich trzy: 500, 135, 37 mm). Oprócz integralnego aparat
zachowuje także wtedy pomiar punktowy, oba mierzą światło przy przysłonach roboczych i
spisują się doskonale.
Jak widać pomiar światła w EOS 5 robi wrażenie. Jest dobrze pomyślany, świetnie
powiązany z systemem AF, pozwala na pracę bez obaw w najtrudniejszych warunkach:

Wbudowana lampa błyskowa

To kolejny mocny punkt EOS-a 5,  ściśle powiązany z poprzednimi rozwiązaniami. Lampę
uruchamia się przyciskiem obok koła programów. Po ponownym jego wciśnięciu można
pokrętłem głównym ustawić korektę błysku (+/-2EV) - jej wartość znika po wyświetleniu
na drabince i tylko symbol użycia korekty przypomina o wprowadzeniu korekty  (dotyczy
ona też lampy zewnętrznej). Automatycznie lampa włącza się w programie ,,zielonym'' i
programach tematycznych: makro i portret, gdy aparat uzna że jest zbyt ciemno lub gdy
zdjęcie wykonujemy pod słońce. Oczywiście dotyczy to prostych sytuacji, więc jak ktoś
chce oszukać komputer tak aby nie wyzwolił lampy,  to za którymś podejściem na pewno
mu się to uda.  Choć poza nieudanym zdjęciem nic mu z tego nie przyjdzie. We
wspomnianych programach tematycznych i automatyce programowanej czas synchronizacji
ustawia się między 1/60 a 1/200 sekundy, długie czasy synchronizacji osiąga się po
wybraniu automatyki przysłony, czasu lub ręcznego ustawiania parametrów. Nie działa
wtedy ,,shift'' za to jest możliwość wprowadzenia kompensacji naświetlania razem z
korektą mocy błysku, więc łącznie z funkcjami wymienionymi w tabelce lampa dysponuje
niezłymi możliwościami. Poszerza je jeszcze zaawansowany sposób pomiaru światła
błyskowego, służy do tego trzystrefowy czujnik  - podobnie jak matryca pracujący w
systemie AIM, co jak pamiętamy pozwala na uwzględnienie pracy autofokusa. W
ostatecznym rachunku sprawia to, że uzyskujemy poprawne naświetlenie błyskiem
obiektów położonych niecentralnie, o ile zostaną ,,złapane’’ w prawy lub lewy narożny
czujnik. Oczywiście cały ten układ  współpracuje z matrycą, co sprawia że swoje główne
zadanie - czyli doświetlenie lampą - wykonuje znakomicie.
Użycie lampy w dzień jest niemal niezauważalne, dopóki istnieje jakie takie oświetlenie
zastane.  Współpraca aparatu z lampą daje znakomite rezultaty, na przykład świetne
zdjęcia można zrobić przy ognisku, czy też przy zachodzącym, przeświecającym zza
modela (budynku, gałęzi)  słońcu. W całkowitych ciemnościach lampa rządzi się już chyba
prawami nocy. Ma sporą moc - producent określa jej zasięg na 1-5 metrów przy ISO
100/21^ -  i rzeczywiście uzyskiwałem dobre naświetlenia pojedynczych osób lub całych
grup z odległości 2-3 metry. Były to naprawdę dobre naświetlenia - nie cienie ze
świecącymi oczyma, unikałbym jednak robienia w takich ciemnościach portretów z małych
(1-1,5 m) odległości - jeśli zapomnimy o filtrze zmiękczającym możemy nieźle zarobić w
szczękę od naszej ukochanej po pokazaniu jej zdjęcia na którym błysk lampy bezlitośnie
obnażył niedokładności makijażu. Nie zmienia to faktu, że wbudowana lampa w ,,piątce’’
jest naprawdę bardzo dobra, pozwala w wielu wypadkach na zostawienie zewnętrznej w
domu bez obawy że będziemy  tego żałować. Oczywiście wymienione programy i funkcje
dotyczą również lampy zewnętrznej, za wyjątkiem korekty błysku - jeśli lampa zewnętrzna
jest wyposażona w tę funkcję ma ona nadrzędność nad  ustawieniem aparatu.

Funkcje dodatkowe

W ,,piątce’’ funkcje indywidualne wybiera się już trójstopniowo. Po ustawieniu tarczy
programów na CF głównym pokrętłem wybieramy numer funkcji a wprowadzamy ją do
użycia przyciśnięciem guzika pamięci parametrów (cyfra przy numerze funkcji zmienia się
z 0 na 1). W ten sam sposób kasuje się nie używane już funkcje. W sumie jest ich
szesnaście, niektóre już  omówiłem. Z pozostałych najbardziej użyteczne to:


Góra
    # CF 1 - zwijanie filmu z dużą szybkością (2 x szybciej)
    # CF 2 - przy zwijaniu filmu końcówka zostaje na zewnątrz kasetki,
    # CF 3 - ręczne ustawianie ISO,
    #CF 4 - przenosi uruchamianie AF ze spustu na przycisk pamięci pomiaru, (nie można łączyć z CF6 i CF11)
    # CF 5 - wykonanie kolejnego zdjęcia (daje pewność , że parametry naświetlenia są ustawiane przed każdym zdjęciem)
    # CF 6 - przycisk pamięci w trybie al servo, zapamiętuje też ostrość,
    # CF 7 - wyłącza działanie pomocniczej lampki autofokusa
    # CF 8 - zapobiega wyłączeniu się funkcji wilekrotnego naświetlania po wykonaniu jednej klatki
    # CF 9 - ustala czas synchronizacji z lampą błyskową na 1/200s (zapobiega poruszeniu zdjęć z lampą w
                  ciemnych  pomieszczeniach.Bez względu na oświetlenie czas synchronizacji wynosi 1/200s)
     # CF 10 - wyłączenie świecenie aktywnej ramki autofokusa
    # CF 11 - przycisk pamięci, uruchamia podgląd głębi ostrości,
    # CF 12 - podczas pracy z samowyzwalaczem lustro podnosi się 2 sekundy przed wykonaniem zdjęcia
                    (o tej funkcji nie informuje żaden wyświetlacz, na szczęście drugim naciśnięciem przycisku można
                    wyłączyć działanie samowyzwalacza),
    # CF 13 - wyłacza wyświetlacz danych po puszczeniu spustu (oszczędność baterii)
    # CF 14 - zmienia synchronizację z pierwszej na druga lamelkę migawki.
    # CF 15 - łączy pomiar punktowy z wybraną ramką autofokusa (tylko przy ręcznie wybranej ramce)
    # CF 16 - wyłącza funkcję automatycznego załączania lampy

Uwagi: gdy włączona jest funkcja CF4 i CF6 ,działa tylko CF4
           gdy włączona jest funkcja CF4 i CF11 ,działa tylko CF4
Góra
Trzeba też dodać, że Canon produkuje trochę akcesoriów do aparatu, są to różne rodzaje
matówek, soczewki korekcyjne, wizjer kątowy, zdalny wyzwalacz 60T3 i uchwyt pionowy
- który wymieniam na ostatnim miejscu, bowiem tylko on z tego zestawu jest w moim
posiadaniu. Po jego doczepieniu polepsza nam się jeszcze komfort trzymania a przy
pionowym kadrowaniu nie tracimy kontroli nad aparatem, bo zdublowane jest nie tylko
pokrętło główne i spust, ale przyciski pamięci pomiaru i wyboru ramki. Nie ma w nim
niestety miejsca na inne źródło zasilania, ale wolę co kilka miesięcy wydać trochę forsy
niż kupić zasobnik do paluszków skonstruowany przez Canona który nie tylko wyglądem
ale i gabarytami niewiele się różni od manierki, a co za tym idzie jest strasznie
nieporęczny. Jak dotąd na jednej zmianie baterii nie udało mi się zrobić więcej niż 8
filmów 36- klatkowych przy około 1/4 z nich używając lampy. Nie jest to optymistyczne -
ale nie jestem zawodowcem i te 8 filmów robię trzy, cztery miesiące. Lepiej się opłacają
,,litówki’’, wymiana ich jest prosta i nie wymaga noszenia ze sobą monet czy innych
pomocy, a informacja o zużywaniu zawsze pozwala na wcześniejsze zaopatrzenie się w
nowe baterie.

Podsumowanie

Można powiedzieć, że jeśli Canon chciał nam coś zasugerować umieszczając ,,piątk꒒ w
nazwie aparatu, według mnie miał do tego słuszne powody. Nowe rozwiązania w AF, jego
świetna współpraca z pomiarem światła ciągłego i błyskowego, szybki i cichy przesuw
filmu, duża  ilość użytecznych programów i funkcji, łatwy do nich dostęp oraz możliwość
dostosowania do własnych potrzeb, przyzwyczajeń, czy panujących akurat warunków za
pomocą funkcji indywidualnych czy dostępnych akcesoriów sprawia, że aparat doskonale
sprawdza się w każdym rodzaju fotografii. Pozwala nam skupić się na tym, co mamy w
wizjerze, abyśmy nie przegapili żadnego z momentów które trafiają się czasem i umykają
bezpowrotnie jeśli nie utrwalimy ich na kliszy. Czy to będzie płonący dom, dziecko z
kwaśną miną maszerujące do szkoły, piękny zachód słońca, czy też sąsiadka opalającą się
topless, ,,piątka'' doskonale mi w tym pomaga i chętnie dałbym jej najwyższą ocenę...
gdyby nie kilka wątpliwości. Kłopotliwe włączanie koła programów czy nie podświetlany
wyświetlacz to drobiazgi, przydałoby się też sterowanie AF okiem przy kadrowaniu
pionowym lub oddzielny przycisk do uruchamiania pomiaru punktowego. Najbardziej
jednak przeszkadza mi ciemniejsza niż w innych sprawdzanych aparatach matówka i brak
w wizjerze informacji o użytym sposobie pomiaru światła. Wcale to jednak nie zmienia
mojego zdania o EOS-ie 5, zresztą każdy aparat ma jakieś plusy i minusy. Ja wybrałem ten,
który jak na moje potrzeby tych pierwszych ma najwięcej.
(nn)
Góra

*********************
Oraz opisany przez innego użytkownika : Jarosława Brzezińskiego - na podstawie : FOTO 5 / 97

Piąty rok „piątki"
w oczekiwaniu na następcę (na podstawie.art. Jarosława Brzezińskiego FOTO 5 / 97)

Narodziny gwiazdy

Na Photokinie roku 1992 Canon pokazał nową lustrzankę klasy „high end" ( zawodowiec, bogaty amator) - model EOS 5. Za rewolucyjne rozwiązanie „piątki"uznano sterowanie poprzez ruch gałki ocznej wyborem pola automatycznego nastawiania ostrości.Na dłuższą jednak metę okazało się, że to inne cechy modelu zapewniły mu sukces rynkowy.
Otóż „piątka" stanowi logiczną kontynuację linii półprofesjonalnych lustrzanek, od modelu 620przez l OS, i wynik konsekwentnej polityki ewolucji pewnych rozwiązań w serii EOS - dobrej ergonomii, wyposażania aparatów w ogromną ilość możliwości, rozwoju wielopolowego systemu automatycznego - szybkiego i cichego - nastawiania ostrości i sprzę-
żenia go z pomiarem światła oraz wyciszenia pracy transportu filmu. „Piątka" to pierwszy Canon z szesnastosegmentowym pomiarem zaawansowanym, z trzypolowym czujnikiem pomiaru błysku i systemem AIM sprzęgającym pole nastawiania ostrości z polem pomiaru światłą. Transport filmu równie szybki, co w starszych modelach   półprofesjonalnych
(EOS 600 czy l OS) czyli 5 klatek na sekundę, pozwala fotografo wać szybką akcję.

EOS 5 okazał się aparatem, którego zalety rosną z czasem. Początkowemu   entuzjazmowi amatorów towarzyszyła podejrzliwość zawodowców ale bardzo szybko i oni polubili „piątkę", która stała się wreszcie godnym towarzyszem .jedynek" - przewyższając je zresztą pod wieloma względami. To właśnie z powodu Canona EOS 5 coraz wyraźniej
widać było, jak stary jest model EOS-1 i że potrzebny mu będzie upgrade, który nastąpił przed Photokiną w roku 1994 - dwa lata później. „Piątka" stała się dla .Jedynki" mniej więcej tym, czym Canon T90 dla Canona F-1N - chociaż tamte aparaty dzieliła przepaść technologiczna. Ja sam muszę powiedzieć, że „piątka" wydaje mi się mniej interesującym aparatem niż kiedyś T-90tka, ale widać niewątpliwą analogię. Z drugiej strony zdumiewające jest to, jak długo „piątka" wytrzy-
mała w linii EOS - według jej standardów należy uznać EOSa 5 za antyk.

Lekko, pewnie
i bardzo ostro

Gdy zacząłem używać „piątki", zaskoczyło mnie to, jak lekki w stosunku do rozmiarów jest aparat. Ale zaraz przestałem się
dziwić oglądając go ze wszystkich stron - nawet prowadnice filmu są zrobione z plastiku. Aparat nieprzyjemnie trzeszczy pod palcami i sprawia wrażenie jakby miał się rozsypać po mocniejszym zaciśnięciu na nim ręki. Ale wiem, że wbrew pozorom to nieźle skonstruowany aparat i całkiem wytrzymały. Trzyma się go pewnie, i nawet ciężkie obiektywy nie powodują jaskrawego naruszenia równowagi ergonomicznej. Wiem od fotoreporterów używających aparatu intensywnie, że w pewnych miejscach plastik pokrycia zewnetrzęnego nieco się kruszy - bez szkody dla funkcjonowania aparatu.
Drugim zaskoczeniem było dla mnie pewne odwrócenie wrażeń jakie miałem z użytkowania Canonów serii FD. Wtedy bardzo mi się podobały korpusy, szczegól nie mój ulubiony T90, natomiast optyka była taka sobie. Było to przede wszystkim odczuwalne przy porównaniu z Nikonem. Tymczasem korpus EOS 5 mniej mi się spodobał, natomiast za-
chwyciła mnie jakość obiektywów, których zacząłem używać -ale muszę wyznać, że jest to optyka serii L.

Te proporcje rezerwy i zachwytu nie zmieniają się. Nie przepadam za „piątką" ale przyznaję, że to niezły aparat i wcale się nie dziwię, że cieszy się dużą popularnością. Zamiast jednego EOSa IN można kupić trzy „piątki", które dają mniej więcej te same możliwości. „Jedynka" pokazujewoją klasę w warunkach ekstremalnych. Brak uszczelnień sprawia, Ze „piątka" nie wytrzymuje deszczu, dużej wilgotności i kurzu.

Sterowanie poprzez ruch gałki ocznej wyborem pola automatycznego nastawiania ostrości to fajny bajer, który jednak nie był na tyle dopracowany, aby stał się naprawdę użyteczny. Niektórzy na pewno będą odmiennego zdania niż ja, wobec czego przyjrzyjmy się temu wodotryskowi.

Ostrzy gdzie wzrok sięga

Stanowiący daleką pochodną technologii stosowanych w myśliwcach bojowych system Eye Controlled Autofocus pozwala aparatowi rozpoznać, na który z pięciu czujników patrzy użytkownik. Na początku jednak należy dokonać kalibracji systemu do swojego oka: „piątka" ma pięć różnych kanałów, pozwalających korzystać z systemu różnym użytkownikom lub jednemu w różnych sytuacjach oświetleniowych.

Problem polega na tym, że trochę inna kalibracja potrzebna jest gdy świeci słońce, a inna - gdy robi się ciemno. Wedłu producenta system „uczy się" za każdym razem gdy go używamy, ale wielu użytkowników twierdzi, że wręcz przeciwnie
- staje się coraz mniej pewny. Należy stwierdzić, że Eye Controlled Antofocus to ciekawa technologia, ale jeszcze długa przed nią droga.Jednym z poważniejszych zarzu-tów jest to, że funkcja przestaje działać w pionie; ponadto jest nie-
dostępna w trybach pełnej automatyki i programów tematycznych. To pierwsze zostało już ulepszone   w  modelu  EOS
50E (Elan IIE). Drugie nie jest w istocie wadą, gdyż tryby w peł-ni automatyczne z założenia powinny eliminować wszelki twórczy wkład ze strony użytkownika, a takowym jest niewątpliwie funkcja sterowania wyborem pola nastawiania ostrości poprzez ruch gałki ocznej.

Gdy wyłączymy funkcję, „piątka" działa podobnie do nowej „jedynki" - można wybrać jeden z pięciu punktów nastawiania
ostrości lub zdać się w tym wyborze na system automatyczny.Działa to nieźle, szczególnie w przypadku przesuwających się
w poprzek kadru obiektów, które są przejmowane przez kolejne czujniki.

Patrz gdzie mierzysz

Na papierze pomiar światła Canona wygląda imponująco: do wyboru użytkownik ma 16-polowy, centralno-integralny i punktowy. Szczególnie ładnie wygląda system AIM - sprzęgający pomiar światła z aktywnym polem ustawiania ostrości. Otóż szesnastopoIowy czujnik kładzie przy pomiarze nacisk na ten element, który opowiada jednemu z pięciu pól nastawiania ostrości - oczywiście temu, przy pomocy którego ostrość została nastawiona. Wynika to z myślenia, że obiekt ostry to główny motyw i na niego powinno się dokonać pomiaru. I często tak jest. Jednakże takie sprzężenie jest bronią  obosieczną. Otóż czasem w polu nastawiania ostrości znajduje się obiekt o bardzo niezwykłym stopniu odbijalności, który
fałszuje ogólny pomiar. Ponadto takie myślenie zawodzi często przy bardzo kontrastowych scenach i przy rozjaśnianiu cieni błyskiem. Doświadczyłem tego na własnej skórze. Po kilku dniach używania aparatu tak się złożyło, że musiałem dopalić zewnętrznąlampą błyskową figurkę znajdującą się na bardzo jasnym tle - było to zdjęcie pod słońce. Kadr był pionowy. Gdy aparat nastawił ostrość na figurkę, wprowadziłem korekcję błysku - 1,5 E V i zrobiłem serię zdjęć. Wszystkie rozcza-
rowują. Figurka była ciemna, a zatem zaawansowany pomiar mierzący na nią spowodował całkowite prześwietlenie tła i w miarę prawidłowe jej naświetlenie, gdy tymczasem ja chciałem aby również tło zostało naświetlone prawidłowo. Z kolei zdjęcia z błyskiem w ciemności wychodzą dobrze - nawet przy bardzo niecentralnie położonych obiektach. Ogólnie jednak rzecz biorąc bardziej odpowiadało mi wyważen naświetlenia tła światłem zastanym i pierwszego planu błyskiem w Nikonie F90X. Oczywiście można wszystko poprawić ręcznie, ale czy o to chodzi gdy płacimy za mnóstwo elektroniki i nowych technologii?

Mówili mi niektórzy dobrzy ludzie, że amatorskie Canony EOS mają kiepski pomiar światła. Mylili się. To nie tylko amatorskie, ale w ogóle wszystkie Canony EOS mają kłopoty z pomiarem. Światło tylne, śnieg powodują prześwietlenie mimo zapewnień producenta, że pomiar zaawansowany dokonuje automatycznej korekcji na biele. W świetle moich
doświadczeń bardziej można polegać na pomiarze światła w Nikonach czy Pentaxach.

Bądź cicho

 Niewątpliwą zaletą „piątki" jest przejęty z wcześniejszego modelu EOS 100 (ELAN w USA) supercichy transport filmu. Zastąpienie zębatek paskowym przenoszeniem napędu zdziałało cuda. Ładowanie do pierwszej klatki jest błyska-
wiczne. To raz. Przesuw filmu do przodu - słychać uderzenie lustra i prawie nic więcej. To dwa. No i zwijanie powrotne. Zwykłe, szybkie jest - jak dla mnie - już dostatecznie wytłumione. Gdy jednak poprzez funkcje ustawień indywidualnych CF l wybierzemy opcję dwukrotnie dłuższego, „bezszelestnego" zwijania, to - wydawało by się użyte na wyrost - olc^S^
sienie jest nieomal prawdziv W parku, przy niewielkim szumie tła trzeba przyłożyć ucho do korpusu by usłyszeć odgłos zwijania. Niewątpliwy plus na koncertach, w kościołach czy teatrach. Ktoś mógłby spytać z jakimi aparatami dokonuję porównania. Odpowiadam, że z tymi które dobrze znam:  Canon T90 (wspaniała maszyna, ale pracuje jak traktor marki Ursus w porównaniu z EOSem 5), Canon EOS-1N (niby przejął pewne rozwiązania z „piątki" ale nadal jest głośniejszy, nawet ładowanie filmu jest wolniejsze), Nikon F90 i Pentax Z-1 P. „Piątka" wygrywa tutaj ze wszystkimi lustrzankami
AF - z wyjątkiem modelu Canon EOS 100. I sprawia, że mogę się tylko uśmiechnąć słysząc jak korporacja Nikon chwali się umie szczeniem korbki zwijania powrotnego w modelu F5. Widocznie zmotoryzowane zwijaniw Nikoniejest tak głośne, że korbka nadal stanowi sensowną alternatywę. Canon EOS 5 jej nie potrzebuje. Pięć klatek na sekundę to moim zdaniem aż nadto zadawalająca prędkość nawet przy fotografowaniu sportu.

Zasilanie i wspaniały
nieszczęsny uchwyt
do kadrów pionowych

Jeśli miałbym wymienić bolesny dla kieszeni element „piątki", powiedziałbym bez namysłu - zasilanie. Mnóstwo elektroniki wymaga ogromnej ilości prądu. Kosztowne baterie litowe długo nie zagrzewają miejsca w „piątce" - szczególnie zimą. I tu dochodzimy do! najbardziej kontrowersyjnego eleimentu wyposażenia dodatkowego aparatu. Uchwyt do kadrów
pionowych VG-10 jest z jednej strony wspaniały - ergonomiczny i zdublowano na nim dokładnie wszystkie potrzebne kontrolki - spustu migawki, główne pokrętło sterujące, przyciski pamięci pomiaru i wyboru pola czujnika automatycznego nastawiania ostrości. Niestety, nie dano mu alternatywnego źródła zasilania. Aż się prosi, żeby w środku był koszy-
czek na cztery paluszki.  System kontroli stanu baterii w „piątce" jest albo niezwykle czuły, albo niezbyt godny zaufa-
nia. Szczególnie po założeniu uchwytu do kadrów pionowych zaczyna wariować. W mroźny dzień i ze świeżą baterią wskaźnik potrafi sygnalizować częściowe lub prawie całkowite wyczerpanie baterii już po jednym filmie, ale po wyłączeniu i ponownym włączeniu aparatu powraca wskazanie pełnej baterii. W ten sposób udało mi się zrobić około siedmiu filmów mimo - pojawiających się na przemian - alarmujących i uspakajających sygnałów na ekraniku ciekłokrystalicznym.

Sporo słodyczy
i odrobina goryczy

Jest wiele elementów, które można pochwalić w „piątce": wygodę sterowania, szeroki wachlarz opcji w zakresie trybów naświetlania czy wpływania na ekspozycję, elastyczność działania dzięki funkcjom indywidualnych ustawień użytkownika. Do niedociągnięć należy zaliczyć brak podświetlania zewnętrznego ekranika ciekłokrystalicznego, brak potwierdzenia prawidłowego naświetlenia błyskiem oraz to, że wartości czasów otwarcia migawki, liczby przysłony i korekcji ekspozycji można wybierać wyłącznie z dokładnością do 1/2 EV.

Przydałaby się ponadto - na podobieństwo modelu EOS l i IN - funkcja niezależnej kontroli głębii ostrości. W „piątce" taką
funkcję można przypisać - poprzez CF 11 - przyciskowi pamięci pomiaru. Wolałbym ponadto, aby automatyka wariantów naświetlenia pozwalała manipulować nie tylko ekspozycją światłem zastanym, ale również błyskowym. Taką możliwośćaje
choćby Nikon F90x poprzez tylną ściankę sterującą MF-26 lub Pentax Z-1 P z samego aparatu. I wreszcie - tylne pokrętło sterujące.Samo pokrętło jest bardzo wygodne, ale nie można tego powiedzieć o jego włączniku. Konia z rzędem
temu, kto potrafi operować tym paskudztwem dłonią w rękawicy.

Oczekiwania

Nadszedł chyba kres „piątki" i czas najwyższy wymienić ten element serii Canon EOS. Przede wszystkim mijają już ponad dwa lata od wypuszczenia unowocześnionego modelu profesjonalnego Canona EOS-1N. Czas też na wprowadzenie nowocześniejszego aparatu, stanowiącego pomost między amatorskim 50E i profesjonalną nową „jedynką". Canon "h "ba sensownie nie pokazał ni'. 'o nowego - poza całkowicie  nowym modelem 500N - w ubiegłym roku. Dzięki temu fir-
ma mogła zobaczyć Nikona F5, do którego wypuszczenia Nikon był już zmuszony, i przyglądając się produktowi  onkurencji „dopieścić" znajdujący się już na pewno od dawna w opracowaniu nowy model. Myślę zresztą, że błędem Nikona jest testowanie nowych technologii od razu na modelu grubego kalibru - to by potwierdzały pogłoski o problemach
z wczesnymi egzemplarzami F5. Ale tak było zawsze - pierwsze pół roku produkcji modelu profesjonalnego Nikona to poprawianie usterek.

Moje oczekiwania dotyczące następcy piątki są dwojakie: oczywiste i życzeniowe. Do tych pierwszych zaliczyć można poprawienie systemu Eye Controlled Alttofocns tak, aby działał również w pionie, dodanie pomiaru błysku typu E-TTL oraz synchronizacji błysku z superkrótkimi czasami otwarcia migawki. Wszystko to wypróbowano w bardziej amator-
skim modelu - 50E. Ponadto należy spodziewać się przyspieszenia działania systemu automatycznego nastawania ostrości. Druga grupa oczekiwań życzeniowych to raczej spekulacje na temat tego, co Canon mógłby zrobić. Oto moje życzenia:

dwa alternatywne źródła zasilania w uchwycie do kadrów pionowych: cztery paluszki lub bateria litowa z możliwością   przełączania w dowolnej chwili,

 podświetlany   zewnętrzny  podobny do Nikona F5 krzyżowy układ czujników,

 potwierdzenie prawidłowego naświetlenia błyskiem po ekspozycji w wizjerku,

 wbudowana lampa błyskowa ze zmianą kąta rozsyłu błysku ogniskowych od 24 mm (iso - względu na nowego standardowego zooma 24-85 mm),

 nowe opcje w funkcjach ustawień indywidualnych: choćby możliwość wybierania skoku czasów otwarcia migawki, liczby
przysłony, korekcji ekspozycji i automatyki wariantów naświetlenia co 1/3 lub 1/2 EV.

 Jeśli następca Canona EOS 5 będzie miał to wszystko i jeszcze troszkę, firma ma pewniaka w walce o pierwszeństwo wśród lustrzanek   małoobrazkowych z automatycznym nastawianiem ostrości. Jeśli cena będzie na poziomie „piątki", Canon znowu może zdystansować depczących mu po piętach rywali.

Jarosław Brzeziński

FOTO 5 / 97

*****************
 

Post ten kieruje do uzytkownikow Canona. Otoz dzis mialem okazje porownac
dzieki uprzejmosci Wojtka "Szczapy" Romanowskiego - fotoreportera Dziennika
Wieczornego w Bydgoszczy dwa nalezace co prawda do roznych klas ale jednak
czesto porownywane aparaty EOS 1N i EOS 5, (sam nadal mam 50E).
Wielokrotnie w roznych artykulach padaly stwierdzenia ze 1N od 5 rozni sie
tylko uszczelnieniem, wytrzymaloscia i podswietlanym ekranem zewnetrznym.
Otoz drodzy panstwo nie tylko, praca autofokusa w tych obu aparatach jest
diametralnie rozna. EOS 1N nie ma zadnych problemow ze zlapaniem ostrosci na
ludzi oswietlonych plomieniem pojedynczej swiecy z odleglosci 1,5 m +
zarowka ok. 40W z 3-4 metrow. Powiedzialem ze zadnych bo tak bylo
przeostrzal plynnie i blyskawicznie (w porownaniu do 5 i 50) a przede
wszystkim pewnie.
Nie jestem jakims wielkim zwolennikiem jedynki ale uwazam ze autofokus ma
naprawde przedni. Teraz nie dziwie sie ze wiekszosc fotografow sportowych
uzywa tego aparatu.
EOS 1N byl z boosterem i ob. Ultrasonic 28-70 2,8
EOS 5 + VG10 ob. j.w
EOS 50E + Sigma 28-105 2,8-4,0

No coz z checia porownalbym sobie EOS 3 (lub 1v) do 1N byłby to z pewnoscia
ciekawy test.

pozdrawiam

Robert Cieslinski

Góra

Canon EOS 5
TYP lustrzanka małoobrazkowa autofokus
MIGAWKA typ: szczelinowa, o przebiegu pionowym sterowana elektronicznie 
czasy: od 1/8000 s do 30 s, oraz bulb
POMIAR 
OŚWIETLENIA
system pomiaru: TTL 
sposób pomiaru: wielopolowy, punktowy (3,5% pola) i integralny 
zakres pomiaru: 0-20 EV z obiektywem 1,4/50 mm przy ISO 100/21°
STEROWANIE
NAŚWIETLENIEM 
nastawianie parametrów ekspozycji: automatyka programowana, automatyka czasu, przysłony, głębi ostrści, pełna automatyka, programy tematyczne, automatyka lampy błyskowej A-TTL lub TTL, X, ręczne ustawianie parametrów 
korekcja ekspozycji:+/- 2EV co 1/2 EV 
nastawianie czułości błony:automatyczne wg kodu DX (ISO 25-5000), ręczne (ISO 6-6400)
NASTAWIANIE
OSTROŚCI
sposób nastawiania: detekcja fazowa z TTL-SIR oraz sensorem krzyżowym BASIC
CELOWNIK typ: pryzmatyczny, niewymienny pokazujący pionowo 92%, poziomo 94% obrazu
OBIEKTYWY mocowanie Canon EF (bagnet z elektronicznym przesyłem informacji)
DODATKOWE 
FUNKCJE
samowyzwalacz elektroniczny, zewnętrzny panel LCD, kontrola głębi ostrości, wymienne matówki, wielokrotna ekspozycja, AEB, 16 funkcji użytkownika
INNE DANE zasilanie: bateria litowa 2CR5 
wymiary: 154x120,5x74,2  mm 
masa: 665/675 g (model QD) bez baterii


  Góra
Tekst dotyczy :wykonania zasobnika na baterie AA (R-4) do aparatu Canon Eos-5
(oraz innych aparatów fotograficznych wykorzystujących do zasilania baterię litową
2CR5) będącego jego integralną częścią
oraz
Wykonanie we własnym
zakresie wężyka spustowego (Foto nr 3/97) - dotyczy wszystkich aparatów z elektrycznym wężykiem.
 
 
 

Od pewnego czasu użytkuję aparat fotograficzny Canon Eos 5 i z uwagi na powszechnie
znany posiadaczom tego modelu problem znacznego poboru baterii i brak fabrycznego
zasobnika na baterie mocowanego w uchwycie pionowym (vide Eos 50 E ) - pomijam
wyjątkowo nieporęczny pojemnik o znacznych gabarytach zewnętrznych “battery pack
BP-8”, pragnę podzielić się z innymi użytkownikami swoim pomysłem na oszczędzenie
znacznych wydatków na baterie litowe 2CR5 poprzez wykonanie we własnym zakresie w
kwocie rzędu kilku do kilkunastu zł .

Moja propozycja jest następujaca :

Do dokupionego uchwytu pionowego “vertical grip VG10” dołączyłem poprzez taśmę
dwustronną adaptowaną na cztery baterie typu AA alkaiczne obudowę pilota od video.

Adaptacja polegała na:

    zakupie obudowy od pilota video , rtv w bomisie , ewentualnie sklepie z częściami
    elektronicznymi , lub wykorzystaniu posiadanego uszkodzonego pilota.
    usunięciu ”wnętrzności “ oraz wypiłowaniu wewnętrznych wzmocnień celem
    umożliwienia “załadowania” czterech ,a nie dwóch baterii (czyli uzyskaniu napięcia
    6 V)
    przesunięciu tylnego kontaktu stykowego z miejsca na 2 baterie w miejsce 4 baterii
    skróceniu obudowy o około 3 cm i przesunięciu tylnej ścianki (niezbędne przy
    dłuższej obudowie pilota , możliwe ,że przy zakupie odpowiedniego pilota od video
    odpadnie konieczność przeróbek wnętrza i skracaniu obudowy).
    zakupie dwużyłowego przewodu (bez oplotu przewodu masowego) o jak
    najmniejszym przekroju izolacji zewnętrznej z tworzywa sztucznego - celem
    uniknięcia odstawania zewnętrznej pokrywy wnęki mocowania baterii 2CR5 w
    uchwycie aparatu .UWAGA proponuję lutowanie wszystkich połączeń okablowania z
    baterią i uchwytem .(inne połączenie może spowodować wykazanie przez czujnik
    aparatu symbolu częściowo rozładowanej baterii).
    wykorzystaniu “starej” zużytej baterii 2CR5 - UWAGA do przeróbki nadaje się
    wyłącznie bateria z dwoma odrębnymi ogniwami zasilającymi ,umieszczonymi
    łącznie w obudowie (vide zdjęcie).
    przyklejeniu poprzez taśmę dwustronną zasobnika do uchwytu pionowego lub
    bezpośrednio do aparatu - UWAGA wadą takiego mocowania jest zasłonięcie
    gniazda mocowania statywu ( istnieje możliwość wyprowadzenia gniazda mocowania
    statywu poprzez dostępne w sklepach fotograficznych adaptery po zakupie
    odpowiednio szerokiej obudowy i wypiłowaniu centralnie otworu montażowego
    adapteru (przejścia) wkręconego do gniazda aparatu lub uchwytu pionowego).

Tak więc użytkownikom i majsterkowiczom pozostawiam decyzję wyboru i możliwość
doskonalenia przestawionej przeróbki.

Nadmieniam (co wspomniałem na wstępie) , że zalecam stosowanie baterii AA
alkaicznych lub “zwykłych” , które to znakomicie zdają egzamin przy zasilaniu aparatu -
ZDECYDOWANIE ODRADZAM STOSOWANIE AKUMULATORÓW
NIKLOWO-KADMOWYCH , CZY WODOROTLENKOWYCH .Przeprowadzona próba
wykazała niestabilne zachowanie się elektroniki aparatu po założeniu “świeżo”
naładowanych akumulatorów - wszelkie próby można wykonywać wyłącznie na własne
ryzyko.

Uważam , że koszt eksploatacji baterii AA alkaicznych jest na tyle niski (ca 4 zł za 4
sztuki), że rekompensuje z zapasem zakup baterii 2CR5 (ca 28 do 40 zł w zależności od
producenta).Szczególnie polecam rozwiązanie powyższe osobom często korzystającym z
czasu B (aparat po otwarciu migawki do czasu jej zamknięcia przez cały czas pobiera
prąd!).

Góra

Moje uwagi i spostrzeżenia dot. artykułu p. Andrzeja Pasche  (Foto nr 3/97) o wykonaniu własnym sposobem wężyka do Eos-a  za 5 zł.
 W artykule powyższym opisano przeróbkę gniazda poprzez ingerencję w konstrukcję aparatu polegającą na wymianie fabrycznego gniazda na gniazdo typu „jack” oraz  wykonaniu pilota sterującego z przewodem i wtykiem .
 Moja propozycja jest uproszczeniem innowacji wykonanej przez p.Pasche.
Swego czasu byłem użytkownikiem aparatu Minolta Dynax 8000i (którego nie zamieniłbym wówczas na inne aparaty serii xi , czy też si).Na początku eksploatacji również dokuczał mi brak wężyka mechanicznego ,a na zakup nowego nie miałem pieniędzy.
 Tak więc wykonałem własnym sumptem wężyk (gniazdo wtykowe wykonałem przy wykorzystaniu złączek w gnieździe wtykowym kabla komputerowego od drukarki komputerowej i zatopieniu ich w modelinie)
 Jednak po dwóch latach intensywnej eksploatacji trzy „pręciki” wtykowe w gnieździe aparaty uległy wygięciu i wyłamaniu.
 Zmuszony zostałem do szukania innego rozwiązania, co zaowocowało wymianą gniazda w aparacie (i tak uszkodzonego) na mały przełącznik dwupołożeniowy, który podłączyłem do masy i kabelka decydującego o zamknięciu i otwarciu migawki - co pozwoliło mi na dalsze fotografowanie na długich czasach naświetlania „B” w nocy  bez używania dodatkowego wężyka po ustawieniu aparatu na statywie.
 Ustawienie ostrości pozostało nie podłączone dzięki czemu mogłem ustawiać ostrość górnym przyciskiem wyzwalania migawki i wykorzystać przełącznik tylko dwuzakresowy (włączone-wyłączone).
 Dzisiaj z upływem czasu twierdzę ,że przy wykorzystaniu funkcji podniesienia lustra przed wyzwoleniem migawki - w aparacie Canon Eos-5 funkcja indywidualna nr 12 oraz użyciu samowyzwalacza z opóźnieniem 2 sek powyższe rozwiązanie może być optymalnym i opcją dla osób nie zamierzających w przyszłości sprzedawać aparatu.
 Nadmieniam , że pomimo niniejszej przeróbki nie miałem problemu ze zbytem swojego aparatu  Minolta Dynax 8000i (za cenę giełdową).
 
 

Pozdrawiam wszystkich majsterkowiczów

Andrzej Car

       Góra
 

powrót do strony głównej